sobota, 12 sierpnia 2017

Od Chocolaté cd. Kuro

Kuro wspaniale sprawdził się w roli księdza. Od razu wiedziałam, że będzie się do tego nadawał, i moje przeczucia były słuszne.
Teraz mamy już z Windem pięć szczeniaczków: trzy dziewczynki i dwóch chłopców. Jest to niezwykłe uczucie, ale i męczące. Oczywiście wychowujemy je razem, sama nie dałabym rady. Gdy właśnie maluchy spały, do moich drzwi zapukał... Ksiądz Kuro!
- Dzień dobry, Choco! No ten... Przyszedłem zobaczyć wasze potomstwo! - był szczęśliwy z naszego szczęścia.
- Oczywiście! - otworzyłam drzwi, gdzie zobaczył maluchy, podszedł bliżej.
Nie spały już, były już nieco większe niż dwa miesiące temu. Mogły już chodzić, bawić się, ale jeszcze nie do końca opanowały chodzenie... Żartuję, jakoś tam już chodziły. Szczenięta w takim wieku nie przeżyłyby same, jednak zachowują się jak normalne szczeniaczki.
- A kto to jest, mamusiu? - spytała mnie jedna suczka z miotu, Lisa.
- To jest nasz gość, Kuro - oznajmiłam.
Kuro patrzył się w nie z zachwytem.
- Podobają ci się? - zapytałam, unosząc jedną brew.
- No pewnie - zbliżył się do szczeniąt.
W tej chwili właśnie przyszedł Winder z kanapką dla mnie.
- Hej, Kuro - przywitał psa.
Zaczęli gadać o czymś i śmiać się z nie wiadomo czego. Ach, mężczyźni. Wnerwiało mnie to, że zostałam pominięta i postanowiłam przerwać tą gadkę.
- Kuro, czy chcesz pobawić się z małymi? - spytałam.

Kuro? Bądź niańką dla szczeniaków!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na tym blogu