poniedziałek, 16 października 2017

Od Vanessy do Kuro

Leżałam na kanapie. Właściwie, byłam półprzytomna. Poprzedniego wieczoru pracowałam nad nowym wierszem, dlatego zmęczona zasnęłam w salonie. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Nie, chwila, nie zapukał - po prostu wleciał do środka jak burza. Podniosłam się i przetarłam oczy. Nieproszonym gościem był nie kto inny jak Kuro.
- Coś się stało? - spytałam.
- Eee... Byłem na spacerze. Przez cały czas miałem wrażenie że ktoś mnie śledzi. Nie przeszkadzam ci? Jeśli tak, to przepraszam, nie chciałem być z tym sam...
- Ok. Wiesz coś więcej o tym "śledziu"? - zażartowałam.
Parsknął śmiechem.
- Parę razy słyszałem jakiś szelest, czy trzask łamanych gałązek. Cały czas czułem się obserwowany.
- Dobrze. Nie wiem... Możemy pójść to sprawdzić.
- Dobrze, detektywie Van. Jeśli pani chce i ma czas, możemy. Czy skusi się pani na kubek herbaty? - odpowiedział.
Tym razem ja się zaśmiałam.
- Skuszę się, dziękuję. - odparłam. Pies ruszył w stronę kuchni. - Poczekaj! Ja zrobię herbatę, rozgość się.
Kiedy Kuro umościł się w fotelu, ruszyłam w stronę kuchni. Po paru minutach wróciłam do salonu z dwoma kubkami parującego napoju. Zaczęliśmy pić.
<Kuro? Po pierwsze: Przepraszam, że musiałeś tak długo czekać.
Druga sprawa: Też nie mam... może nie weny. Po prostu brak pomysłów. :(>

Od Vanessy CD. Sherona (CD. "Zapomnieć")

Wyszłam na spacer. Byłam strasznie smutna. Nagle zobaczyłam wesołego psa wychodzącego z domu.
Dobra, tak naprawdę było dokładnie na odwrót.
Ja, wesolutka, szłam sobie ładną, czystą dróżką. Ptaszki sobie śpiewały, a ja - szłam, a raczej skakałam z radości. Tego dnia wstałam wypoczęta. Nie miałam powodów do zmartwień.  Coraz bardziej upodabniałam się do Petita. Na myśl o tym, przeszłam do normalnego chodu. Jednak wnętrze mojego organizmu buchało szczęściem. Zbliżałam się do jakiegoś domu. Kiedy doszłam bliżej niego, usłyszałam łomot. Ktoś wybiegł z domu, trzaskając drzwiami. Chwilę potem wbiegł do pobliskiego lasu. Nie wiedziałam kto to był. Domyślałam się, że to samiec, wiedziałam to po sylwetce tego psa. Mój głupiutki móżdżek, oraz pełne energii ciało, poprowadziły mnie za ową postacią. Kiedy dotarłam do miejsca, gdzie jej zapach był najsilniejszy, zobaczyłam białego psa - Sherona. Nie znaliśmy się zbyt dobrze, widywaliśmy się czasami, rozmawialiśmy na serio parę razy. Wyglądał na zamyślonego.
- Coś się stało? Coś nie tak? Mogę ci w czymś pomóc? - nie zwracałam uwagi na powagę sytuacji. Jedno pytanie za drugim. Pies spojrzał w moją stronę.
< Sheron? Chciałam ci odpisać, wiem, że nie spodziewałeś się, że to ja ci odpiszę, ale... Kiedy zobaczyłam to opowiadanie, nie mogłam się oprzeć żeby odpisać. ;) >

Od Flower CD Kuro

Na samym końcu nie wiedziałam czy to naprawdę się wydarzyło. Ta scena została jakby wyciągnięta z jednej z książek, zupełnie jakby to w ogóle nie było możliwe, aby było prawdziwe. Sama już nie wiedziałam co myśleć. Przedstawienie spadających gwiazd zakończyło się, co dało nam jeden powód, że czas wracać no a drugim powodem było to, że robiło się coraz to zimniej.
Kuro zaproponował mi nocowanie u niego. Po chwili namysłu, zgodziłam się. Co prawda trochę nie pewnie że względu na to, że był to mój pierwszy raz gdy nocuje u... no wiecie jak to jest, co nie?! Kłóciłam się ze swoimi myślami, ale przestałam gdy jedna łapą przekroczyłam próg domu Kuro.
 - Zanim już uśniemy na dobre, co ty na to aby obejrzeć jakiś film, albo coś? - zaproponowałam. Nie miałam jeszcze ochoty iść spać, jakoś dziwnie mnie energia rozpierała. Och, Kuro co ty ze mną robisz? - spytałam się sama siebie w myślach.
 - Nawet dobry pomysł. Wybieraj, a ja pójdę zrobić coś do jedzenia, może coś tam jeszcze mam na zbyciu... - uśmiechnęłam się, a Kuro zniknął mi z oczu.
Zaczęłam przeszukiwać kanały w telewizorze za jakimś ciekawym filmie. Znalazłam jakiś. Sama nie wiedziałam co to za filmy, ale zapowiadał się dobrze. Miałam nadzieję, że nie będzie tam żadnych strasznych scen.
- Proszę to wszystko co znalazłem - podszedł do mnie Kuro wraz z misą pełną przeróżnych przekąsek.
- A ja znalazłam jakiś film. Zapowiada się nawet dobrze - odpowiedziałam z uśmiechem na pyszczku.

<Kuro?> ^^

Od Sherona - „Zapomnieć”

To nie łatwe. Zapomnieć. Czym jest zapomnienie? Jedni uważają je za coś nieuniknionego, z trudem się z nim godzą. Rozumieją, że po latach zapomną. Imię ulubionej zabawki czy pierwsze urodziny nie zostają na długo w pamięci. A szkoda. Drudzy, a tych jest czepiają się najróżniejszych sztuczek by nie zapominać. Powtarzają coś sobie godzinami jak uczniowie przed ważnym egzaminem. I istnieje jeszcze mała grupka, ci najmniejsi i najczęściej w rozmyślaniach o zapomnieniu pomijani. Ci, którzy chcą zapomnieć. Bo musicie wiedzieć, że czasem w życiu zdarzają się rzeczy na które nie mamy wpływu. My, ani nikt inny. Coś zgubimy, zepsujemy lub zobaczymy coś czego nie dane nam było zobaczyć. Tego obrazu nijak nie można wymazać z pamięci, nie pomaga mówienie o tym czy płacz, nawet najbardziej rozpaczliwy. Żyjemy ze świadomością, że wiemy to tylko my i jakkolwiek byśmy się starali pozostanie to naszą okropną tajemnicą.
Sheron nikomu nie zdradził co wydarzyło się po odejściu Hákona. Jakiż on był głupi! Na wyciągnięcie łapy miał kogoś kto odwzajemniłby jego uczucia, drugiego psa rozumiejącego wszystko, począwszy od orientacji będącej trudnym tematem kończąc na przeszłości Szrona. Nikt, na prawdę nikt tak dobrze nie znał białego psa jak Hákon, jego jedyny przyjaciel, jego pierwsza prawdziwa i odwzajemniona miłość. Szron wstał z fotela który udało mu się całkiem niedawno przenieść do swojego pokoju po czym ruszył wolnym krokiem do kuchni. Co się robi żeby zapomnieć? Popada w nałogi. Czym są nałogi? Sheron nie orientował się w tym zbytnio, wiedział tyle ile zdążył mu wytłumaczyć Hikima. Uzależnienia, popadają w nie ludzie. I psy też. Robią różne rzeczy, ciągle, a potem umierają. Szron postanowił spróbować. Bo w sumie cóż mu szkodzi?


Początek jego uzależnienia i szybkiej, niechybnej śmierci rozpoczął się od wyszukania w głowie wszystkiego co o tym mówił Hikima. Płyn. Można pić jakiś płyn, bić pijanym i zachowywać się jak idiota. Skoro tak, warto spróbować - a nuż Szron będąc w stanie takiego otępienia narobi kłopotów. Tak, wtedy będzie miał ważniejsze od Hákona zmartwienia na głowie. Niestety, a może na szczęście dla niego samego nie pamiętał jak nazywało się to groźne coś. Na pewno by mu je dali gdyby poszedł do pierwszego lepszego baru, ale nie chciał by nie daj Boże ktoś powstrzymał jego samobójcze, a przynajmniej samo okaleczające zamiary. Woda? Zawsze można spróbować. Szron z trudem odkręcił kran z którego strużką popłynęła ciecz. Zaczął ją pić. To dość monotonne. Jego myśli początkowo krążyły wokół strasznych rzeczy które zrobi gdy będzie pijany i niezdolny do myślenia, jednak chlupot wody działał na niego kojąco. Przypomniał sobie Hákona. Nie, nie chce myśleć o Hákonie. Warknął gniewnie zły na siebie. Nie zginie, trudno. Wściekły wyszedł z domu trzaskając drzwiami.

Odpisać może ktokolwiek, byleby nie czepiał się Szronowych sposobów na śmierć.

sobota, 14 października 2017

Od Vanessy CD. Lucifera

Krzyk Petita. Widok jego wesołej mordy, coraz większej. Chwilę potem ciemność, ból w wykrzywionej szyi i ten irytujący śmiech...
- Dzięki za miękkie lądowanie. - powiedział wesoło Petit, zeskakując ze mnie. Miałam mroczki przed oczami. Luciferowi w końcu udało się opanować śmiech. Ocierając łzy, rzekł
- Dobra. Ok. Wracajmy do domu.
- Tylko... Jak? Gdzie my w ogóle jesteśmy? - spytałam.
Po tych słowach uśmiech zszedł z jego pyska. Nie był przerażony, ale głęboko się zamyślił.
- Ja wiem! - zawołał Petit. Czy on nie umie normalnie mówić? Zawsze woła, krzyczy albo wrzeszczy...
Już chciałam powiedzieć, żeby został, ale on już był  "drodze do domu". Pobiegliśmy za nim. Po ok. 10 minutach poszukiwań i bezskutecznego łażenia po lesie, usiedliśmy zrezygnowani. Po chwili ciszy, poczułam, że coś mokrego na mnie kapnęło... Oczywiście nie musiałam się długo namyślać - deszcz. Kolejne krople na nas spadały. Czułam znajomy zapach mojego domu. Zdecydowaliśmy, że pójdziemy tam, aby schronić się przed ulewą (,a Petita poszukamy kiedy indziej xd). Chociaż, szczerze, deszcz mi wcale nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie - podobało mi się. Kiedy doszliśmy na miejsce, zobaczyliśmy brązowego szczeniaka, siedzącego i czekającego na coś pod moim domem.
- Ekhem. - odchrząknęłam. Szczeniak odwrócił się. - Co tu robisz? Taki sam, bez nikogo, przemoczony...
Spojrzał na mnie zdziwiony. Chwilę potem powiedział cicho:
- Nie poznajesz mnie? Czyli pewnie nie chcesz też, żebym z tobą mieszkał...
Po tych słowach wbiegł w pobliskie krzaki, łkając cicho. Stałam tak, zmieszana.
- O co mu chodziło? W ogóle kto to był?
- Van... - szepnął Lucifer, kładąc mi łapę na ramieniu. - To był Petit...
<Lucifer? Wybacz, że musiałeś tak długo czekać...>

OD Hikimy DO Sherona

- JEŚLI NIE PODOBA CI SIĘ MOJE ŻYCIE, TO JUŻ NIE BĘDZIESZ MUSIAŁ MNIE ZNOSIĆ! - Trzasnąłem drzwiami do naszego... nie, do domu Sherona. Już nigdy nie będę zadawał się z tym debilem.
- Cholera! - przekląłem, gdy odchodziłem z domu psa. Jak... jak on mógł wyśmiewać się z nauki! GŁUPI PIES! TAK JAK KAŻDY INNY GŁUPI PIES, NIC NIE WIE! BEZE MNIE NIE PRZEŻYJE NAWET JEDNEGO CHOLERNEGO DNIA! Zanim się zorientowałem byłem już poza terenem sfory. Słońce zaczęło zachodzić, a ja stawałem się coraz bardziej senny, i głodny. Wokół nie czuć było niczego innego oprócz sów, wzlatujących się ku koronom drzew. Wiatr mierzwił mi futro. A nocne niebo oświetlał księżyc w pełni. Niedaleko słychać było wycie wilka. Zgubił swoją watahę... tak jak ja. Ale, co się stało, to się nie odstanie. Niedaleko znalazłem pusty powalony pień drzewa.
- Powinien wystarczyć - mruknąłem do siebie. Cholerny pies musiał mnie tak wkurzyć. Lecz, gdy moja złość minęła, przyszło zmartwienie. A jeśli się o mnie martwi i teraz mnie szuka?
<Sheron?>

Od Freyi CD. Lucifera

Co jest z nami nie tak? To była jedna z pierwszych myśli, które przyszły mi do głowy po całej tej sytuacji. Dopiero co się pogodziliśmy, a już znów kłócimy się jak jakieś szczeniaki. Naprawdę, musimy się ogarnąć. Każde z nas jest dorosłe i ma swój rozum, ale w swoim towarzystwie zachowujemy się tak, jakbyśmy ob tych rzeczy nie mieli.
Pokręciłam głową. Uczucie zażenowania zdążyło już zniknąć, w końcu przeżyłam z Luciferem stanowczo zbyt dużo dziwnych sytuacji, by przejmować się tą błazenadą, którą wypisywałam, gdy byłam na niego zła.  Poza tym, od zawsze miałam niewyparzony język i byłam wybuchowa, więc samiec też już zdążył przyzwyczaić się do mojego charakteru.
– Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne – oznajmiłam, czekając, aż jego uśmieszek zniknie. Gdy tak się stało, a pies zwrócił na mnie swoje spojrzenie, do głowy wpadła mi pewna myśl. Całkiem nią zaintrygowana, zapytałam go głośno – Tak się tym przejmujesz, Lucifer? Czyżby ci zależało?

<Lucifer?>

Szukaj na tym blogu