12.11.2017

Od Flower CD Kuro

Daliśmy sobie spokój ze sprzątanie. Moja chęć sprzątania rano co była, rozmywała się niczym mgła. Na miejsce chęci sprzątania przyszedł leń który całkowicie mnie jak i Kuro opanował. Mój partner poszedł zrobić nam gorące kakao, które idealnie się nadawało na dzisiejszy dzień oraz tego co mieliśmy dzisiaj robić. Co prawda jak na to przyszło nam do głowy tylko to, aby obejrzeć jakiś film, ale zawsze lepsze to niż nic.
Film jaki wyszukałam to romans. Romans był bardzo wzruszający, przez co uroniłam kilka łez. Kochałam takie wzruszające romanse z nutką dramy. Spojrzałam się na zewnątrz. Deszcz już nie padał. Na jego miejscu pojawił się biały puch, który oświadczył nam, że to już niedługo, niedługo zbliżają się święta.
- Może wyjdziemy na zewnątrz? - spojrzałam się na Kuro. - Deszcz już nie pada, ale za to puszysty śnieg pojawił się w naszym stadzie - dodałam z uśmiechem na twarzy. Drobne płatki, białego puchu spadły z nieba powolny, tanecznym ruchem. Warstwa białego puchu na zewnątrz utworzyła śnieżną powłokę, która przepięknie wyglądała. Na zewnątrz już nie było tak jasno, ale ciemność nie przeszkadzała. Dzisiaj nie tylko śnieg spadł, ale też i była pełnia księżyca.
- Kuro co robisz w święta? - zapytałam się nim, zdążył odpowiedzieć na poprzednie pytanie.

<Kuro?>

12.09.2017

Od Kuro do Flower

 - No dobrze... I tak nigdy w życiu nie miałem w mojej pracowni takiego porządku jak dzisiaj. - Uśmiechnąłem się delikatnie.
 - To chyba dobrze...
 - Chociaż wiesz... Znając mnie, to za tydzień będzie tam równie duży bajzel, a może nawet i jeszcze większy niż teraz.
 - To znowu posprzątamy - Roześmiała się.
W między czasie wstałem z kanapy i ruszyłem w stronę kuchni by zrobić nam gorącej czekolady. Wręcz ją uwielbiałem. Do tego w taką pogodę, wręcz grzechem byłoby nie napić się czegoś tak pysznego.
 - Jakieś propozycje? - spytałem.
 - Pooglądajmy coś! - Powiedziała łapiąc za pilota i od razu przełączając na inny kanał.
Tam znaleźliśmy jakiś film, sądząc po jego treści - był to romans.
 - Co ty na to? - spytała.
 - Może być. - przytuliłem ją, a ona wtuliła się w moje futro.
Minęła godzina, półtorej, aż w końcu film zaczął dobiegać końca. A jak to w romansach bywa, skończyło się czule, romantycznie, a Flow uroniła kilka łez, a ja mocniej się do niej przytuliłem.

Flower? Wybacz, mam brakus wenus ;-;

12.08.2017

Od Selevie CD Omega

Przechadzałem się spokojnie Ścieszką. Kamyczki lekko chrupały pod moimi łapami. Wokół mnie pachniały kwitnące kwiaty. Przeróżne rodzaje zapachów pieściły mój nos. Niespodziewanie jakiś dźwięk. Czyjeś skomlenie podrażniło moje uszy. Rozejrzałem się uważnie. Jednak nic nie widziałem. Zaniepokojony tym skomleniem poczekałem jeszcze chwilę w miejscu. Dźwięk powtórzy się dwukrotnie. Ruszyłem w kierunku dźwięku z głową przy ziemi. Poniuchałem chwilę szukając źródła dźwięku.
-Halo?!- zawołałem. Kwiaty przeszkadzały mi w wyczuciu kogokolwiek.- Jest tu ktoś?!
-Tu! W dole!- zawołał czyjś głos. Nie do końca widziałem ten dół jak mam być szczery.
-A można wiedzieć g-gdzie dok-kładnie?- zająkałem się delikatnie.
-Tu!- powtórzyło się. Podszedłem do krawędzi owej dziury. Moje łapy lekko ślizgały się na ziemi. Włożyłem łapę do dziury. Pies, który tam wpadł chwycił się. Podciągnąłem się wyciągając psa z dziury.
-Uch. h-hej.- mruknąłem lekko się kuląc... - Wszystko dobrze?
-Tak. Chyba tak.- odpowiedział mi pies, a raczej suczka.
-Jak się nazywasz?- zapytała.
-J-ja? - zdziwiłem się. Cóż jeszcze nikogo tu nie znam i...-Selevie...

[162 sowa]


<Omega?>

12.07.2017

Od Omegi

Przechadzałam się po dzikiej części lasu. Zdążyłam już zorientować się, gdzie kwitną najpiękniejsze kwiaty. Rozglądałam się dookoła. Wokoło mnie rosły miliony wrzosów, chryzantem, begonii i dali w przeróżnych kolorach oraz odcieniach. Wybrałam kilka begonii, mieniących się żółcią i dobrałam do nich kilka wrzosów. Dodałam trzy liście nieznanej mi rośliny i związałam długim źdźbłem trawy. Zadowolona ze swojego dzieła, wzięłam je w pyszczek. Ruszyłam wolnym krokiem do domu. Miałam na szyi fioletowy szalik od mamy, więc nie dokuczało mi już zimno. Po drodze zahaczyłam o kawiarnię. Moje oczka zalśniły, gdy podano mi ciepły budyń waniliowy i ciasto czekoladowe. Zjadłam wszystko wyjątkowo szybko jak na mnie. Wychodząc obdarzyłam wszystkie psy w środku nieśmiałym uśmiechem i zniknęłam za drzwiami. Teraz już nie oglądając się na nic dreptałam przed siebie.
Jedynie na krótką chwilę spuściłam wzrok z drogi, by spojrzeć na dziwny, fioletowy kwiat, wybijający się na tle ognistych barw suchych liści. Ten krótki moment nieuwagi wystarczył, bym wpadła w na tyle głęboki dołek, by nie móc samemu się z niego wydostać. Podskakiwałam żałośnie, skamlałam i szurałam łapkami po ziemi, z której usypywał się brązowy pył. Całkiem zapomniałam o bukiecie, który wypadł mi z pyszczka w trakcie spadania i lekko poturbowany leżał obok mnie.

Ktoś?

12.06.2017

Od Lawendy CD. Petita

-Ty jesteś szczerbata!-krzyknął Petit. Zasłoniłam pyszczek łapą i uciekłam. Na początku nie wiedziałam gdzie się schować. Po chwili pomyślałam "Wskoczę do kosza...bo przecierz...czemu nie?".Tak też zrobiłam. Wstydziłam się. Myślałam,że Petitek nie będzie mnie już lubił.

* 1 hour later*

Postanowiłam wyjść z kosza. Zrobiłam się głodna,więc poszłam na stołówkę. Zastałam tam Petita.
-Lawendzia! Gdzie ty byłaś?
-W koszu na śmieci...
-Co?
-No tak byłam w koszu na śmieci
-Ale czemu?
-Wstydziłam się i bałam z powodu tego,że nie mam dwuch ząbków...
-No coś ty! Jak mogłaś tak myśleć?- odpowiedział mi szczeniak a ja bez słowa go przytuliłam
-Dziękuje-szepnęłam mu do ucha
-Za co?
-Za naszą przyjaźń
-Nie ma sprawy. Jesteś bardzo miła i fajna
-Dziękuje. To...co dziś na obiad?-uśmiechnęłam się
-Klopsiki wieprzowe w sosie własnym
-Ble!
-Też tak powiedziałem. Ale za to są też świeże marchewki
- Dobra to teraz cichaczem się zakradamy po marchewy- odparłam i uśmiechnęłam się. Gdy jadłam marchewkę,ulżyło mi. W końcu cały czas przyjaźniłam się z Petitkiem

<Petit?Sorry za długość>

12.05.2017

Od Flower Cd Kuro

Usiadłam na kanapie i zaczęłam przeczesywać programy w telewizorze. Nie było w nim kompletnie nic ciekawego. Kuro przyszedł do mnie i pytając o to czy coś się stało.
Głupio mi było się pytać, ale co miałam zrobić. Nie chciałam, aby osoba z wiersza, która jest tak wspaniale opisywana, pojawiła się a Kuro by do niej odszedł, zapominając o mnie. Najbardziej bałam się tego, że Kuro mógłby odejść ode mnie, a ja zostałabym sama. Ponownie bym została sama.
To co mi powiedział Kuro było zaskakujące. Zrobiło mi się głupio, ale z drugiej strony dowiedziałam się co nie co na jego temat.
- Wiesz, była kiedyś dla mnie bardzo ważna osoba. Kochałam patrzeć jak się uśmiecha, mówi do mnie, wiesz ogólnie go kochałam... była to pierwsza osoba, która pokochałam - spojrzałam się na pyszczek Kuro, który wyglądał na smutnego i jakby rozczarowanego.
- Aha... - usłyszałam.
- Wiesz ta osoba to był mój pan, który mnie przygarnął z ulicy. Był to człowiek inaczej mówiąc - dodałam, a Kuro wyglądał teraz tak, jakby mógł odetchnąć z ulgą.
Przytuliłam się do niego bardziej. Biło od niego takie ciepło, a jego serce biło tak spokojnie. Cieszyłam się, że mogłam go poznać oraz zostać kimś ważnym dla niego, a on dla mnie. Skierowałam swój wzrok na jego pyszczek. Pocałowałam go w policzek. Obecna chwila była przyjemna. Byliśmy tylko we dwoje. Nie wiadomo kiedy ale pogoda na dworze uległa zmianie. Zaczęło strasznie mocno padać.
- Wystarczy już tego sprzątania. Spędźmy lepiej ten czas wspólnie - powiedziałam szeptem do jego ucha.

<Kuro?>

Od Kuro do Flower

Chwilę później Flower wyszła z pokoju. Przynajmniej odzyskałem mój wiersz! Po raz ostatni prześledziłem go wzrokiem i ze śmiechem przyznałem, że byłem młody i głupi gdy to pisałem... Co ja miałem wtedy w głowie?! Sam utwór nosił tytuł ,,Obiecaj" pisałem go kilka lat temu. Opowiada on w skrócie o suczce...Szybko odłożyłem kartkę na stos całej reszty i pobiegłem za Flow, nie chcąc aby znowu natarczywe myśli zamieszkały w mojej głowie.
 - Floweeer! - krzyknąłem w głąb mieszkania.
Znalazłem ją siedzącą na kanapie w salonie i oglądającą jakiś serial na telewizorze.
 - Stało się coś? - spytałem zdezorientowany.
 - Nie...
 - Na pewno?
 - Nie?
 - No to mów... - Parsknąłem śmiechem na jej odpowiedź, ale mimo to starałem się zachować powagę.
 - O kim jest ten wiersz, który napisałeś? - spytała.
 - On... Eh... Jest o pewnej suczce, chociaż to chyba zdążyłaś już wywnioskować. - Rozsiadłem sie wygodnie na kanapie. - Ciężko będzie, ale wtajemniczę cię w co nie co... Otóż zanim wstąpiłem tutaj, byłem jeszcze w paru innych stadach. A jeszcze wcześniej należałem do pewnej hodowli. Tam właśnie się wychowałem. No i miałem dwójkę rodzeństwa, najważniejsza była dla mnie Lily. Matka jej nienawidziła, więc szybko stała się moim oczkiem w głowie. A że byłem starszy to się nią zajmowałem... A ten wiersz jest właśnie o niej. Napisałem go dawno temu, kiedy należałem jeszcze do całkiem innej watahy... Ale nadal źle go wspominam. To nie był łatwy okres dla mnie. - Uśmiechnąłem się smutno.
 - Mam jeszcze jedno pytanie... - odparła moja partnerka. - Miałeś kogoś przede mną? - spytała z nadzieją w oczach.
 - Nie. Nigdy nikogo nie kochałem. Aż do teraz. - Zapewniłem ją przytulając się do niej. A ty? Miałaś już kogoś? - spytałem lekko zażenowany.

Flower?