piątek, 18 sierpnia 2017

Od Kuro do Flower

 - W sumie to masz racje... Przyda nam się krótka kąpiel i trochę relaksu. - Uśmiechnąłem się słabo.
I takim oto sposobem wolnym spacerkiem dotarliśmy do brzegu strumyka. Zewsząd słychać było przyjemny dla uszu szum. Jak dobrze usłyszeć wreszcie jakieś dźwięki natury, zamiast tych felernych aut, rowerów i tej całej technologii...
 - Cieszę się, że wróciliśmy do lasu. - Powiedziała Flower, sprawdzając temperaturę wody.
 - Ja też... Już szczerze miałem dosyć tego miasta...
Po chwili suczka już cała zanurzyła się w wodzie, ja natomiast z lekkim wahaniem, powoli poszedłem w jej ślady. Ona natomiast z cierpliwością czekała aż do niej nie podejdę.
Dopiero, gdy znalazłem się wystarczająco blisko pochlapała mnie wodą i zaśmiała się.
Mimowolnie uśmiech również wpełzł na moją twarz. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym jej nie oddał... Tak też zrobiłem i po chwili byliśmy już mokrzy od stóp do głów.
Chwilę później ponownie oberwałem, więc postanowiłem wepchnąć ją na głębszą wodę.
 - Kuro! - krzyknęła. - Ja nie umiem pływać!
Cóż... w sumie było to trochę dziwne i nieco podejrzane... W końcu nie było tutaj aż tak głęboko.
No ale mimo wszystko podpłynąłem do niej, a ona ze śmiechem wskoczyła na mnie tak, że moja głowa wylądowała pod wodą...
 - Dzięki. - bąknąłem wynurzając się i wypluwając wodę z buzi.
 - Nie ma za co! - Uśmiechnęła się niewinnie.
 - Może chodźmy już co? Trochę się wykąpaliśmy i w ogóle? A droga trochę daleka... - odparłem.

Flower? Wybacz, że tak krótko... xd

czwartek, 17 sierpnia 2017

Od Shelmuda do Takary

-...Możemy już iść...?- spytała sunia niepewnie. Wyglądała bardzo smutno i chyba mi współczuła, jednak nie chciała o tym rozmawiać. Ja też jej bardzo współczułem. Nasze historie były bardzo różne ale jednocześnie podobne. 
- Pewnie- uśmiechnąłem się- zostawmy nasze "przygody" za nami, to już nie ważne. Teraz mamy siebie i musimy przetrwać w tym lesie. A przecież najważniejsze to nie być samemu. A towarzystwem tak miłej i pięknej pani chyba nikt by nie pogardził.- Sam nie wiem czemu to powiedziałem, wiem że nie powinienem, ale już za późno na rezygnację.
- Heh.. no.. dziękuję, całe szczęście, że się spotkaliśmy!- Takara uśmiechnęła się nieśmiało, ale szczerze.
Bardzo zadowolił mnie jej uśmiech i również się rozchmurzyłem. Powoli i nieśmiało poszliśmy przed siebie. Ciągnąłem się parę kroków za nią. Była bardzo zgrabna, a jej sposób poruszania się miał w sobie coś TAKIEGO. Nie czas teraz o tym myśleć. Nagle coś poruszyło się w krzakach. Ale tym razem to było coś większego niż wiewiórka.

Takara? Może jeszcze ktoś?

środa, 16 sierpnia 2017

Od Kuro do Lucifera

Zły na Lucifera wróciłem do stołu. Z początku mój wyraz twarzy wyrażał więcej niż tysiąc słów i praktycznie każdy pytał się mnie co mi się stało. Ale po jakimś czasie stwierdziłem, że jakiś pieprzony wilk nie będzie mi psuł humoru i całej imprezy. Tak więc po kilku próbach rozpogodzenia wreszcie zacząłem się dobrze bawić i miałem głęboko gdzieś tego idiotę.
***
Koło trzeciej nad ranem wszyscy zaczęli się powoli zbierać. Tak więc pożegnałem wszystkich gości i sam udałem się do swojego domu. Stwierdziłem, że posprzątam następnego dnia. Przekroczywszy próg własnego mieszkania rzuciłem się od razu na łóżko i najprościej w świecie zasnąłem nie myśląc już o niczym.
***
Wstałem gdzieś koło południa i mimo mojego niewyspania i tak poszedłem do Zatoki, by posprzątać całą Altanę. Trochę się zdziwiłem, gdy tam doszedłem. W sumie to nie było aż tak źle, ale znowu nie najlepiej i na pewno co najmniej dwie godziny zejdą mi na sprzątanie tego.
No cóż... Chciałem imprezę to teraz mam. Ale w sumie jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało. Przynajmniej miałem zajęcie na popołudnie.
Dopiero, gdy kończyłem te ,,porządki" kątem oka zauważyłem Lucifera, który drzemał sobie pod drzewem. Wyglądał tak niewinnie, że aż miałem ochotę go przeprosić. Szybko jednak odtrąciłem od siebie te myśli i obmyślałem plan słodkiej zemsty za to co zrobił. Chciał wojny? Proszę bardzo!
Zaśmiałem się pod nosem i spojrzałem na miskę, w której znajdowała się brudna woda od mycia stołu i całej Altany. Skoro i tak nie była mi potrzebna to czemu by się nie zrewanżować?
Przesunąłem więc naczynie do Lucifera i z impetem wylałem na niego całą wodę, która się tam znajdowała. Ten natomiast zerwał się na równe łapy i stanął przede mną patrząc na mnie spod byka.
Na mojej twarzy natomiast widniał tryumfujący uśmiech.
 - Wybacz, przez przypadek się wylało... - odparłem.

Lucifer? Się porobiło... xd

Od Luny CD. Lucifera (+16)

Szok. To było nie do opisania. Lucifer mnie pogłaskał... Fuck, co się z nim dzieje? Nie poznaję psa. Leżałam koło niego, rozmyślając o czymś, o czym nikomu nie będzie chciało się słuchać. Myślałam o swej przyszłości: czy to Lucifer zostanie "tym jedynym"? Może tak. Ile razy chciałam mu już coś powiedzieć, hm... Zero.
- Lucifer - zwróciłam się do niego, a on błyskawicznie spojrzał na mnie - czy miałeś kiedyś przeczucie, że coś cię obserwuje? - spytałam, ponieważ miałam właśnie takie przeczucie.
- Tak, teraz - byłam niespokojna. Nie wiadomo, kto to... A raczej, co. W pewnym momencie poczułam, że coś miażdży mój ogon i zauważyłam wielką bestię - wilka. Targałam się i miotałam, żeby mnie puścił, ale dopiero Lucifer mnie wybawił. Zawiesił się wilkowi na szyi, dusząc go. Krew kapała z mego ogona i z szyi wilka, który leżał martwy.
Lucifer przytulił mnie i objął mój ogon. Był zmiażdżony. Widziałam w jego oczach niepokój. Poszedł gdzieś i wrócił z opatrunkami, który założył mi na ogon.
- Dziękuję - powiedziałam, już spokojniejsza.

Lucifer? Po prostu odpisz, a ja zajmę się resztą, 18/20

wtorek, 15 sierpnia 2017

Od Flower CD Chocolaté

Już skierowałam się w stronę lasu, ale suczka imieniem Chocolaté zatrzymała mnie. Powiedziała, że jeżeli chcę to może iść ze mną. Zgodziłam się, wreszcie nie miałam nic przeciwko. Poszliśmy w stronę lasu we trójkę. Ja, Blanka i nowo poznana suczka Chocolaté. Nie zamieniłyśmy ze sobą przez całą drogę słowa, ale nie było tak źle. Spędzony czas z suczką co prawda krótki i bez przeprowadzonej rozmowy, ale atmosfera była przyjemniejsza. Jak tylko sprawdziłyśmy, że prawie wszystkie drzewa zostały usunięte poza jednym największym. Nie było tak źle. Jak dobrze pójdzie i jutro nie będzie padać będę mogła na spokojnie udać się do lasu wraz z Blanką.
- Powinnaś wracać do domu - powiedziałam cicho.
- Dlaczego tak uważasz? - spojrzała na mnie.
- Twoje szczeniaki na ciebie czekają no i twój ukochany - uśmiechnęłam się, a ona spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
- Skąd wiesz? - zapytała się, a ja zaśmiałam się.
- W sforze było głośno, że niedawno pojawiły się przepiękne szczeniaki. Co prawda na początku się nie domyśliłam, ale po skompletowaniu w myślach wszystkich faktów domyśliłam się że to o tobie mówili - uśmiechnęłam się lekko. - Jutro powinna być ładna pogoda więc jak coś zawsze możesz przyjść z maluchami do parku. Tam mnie możesz najczęściej spotkać. Blanka z miłą chęcią by się pobawiła ze szczeniakami - dodałam z uśmiechem. Suczka patrzyła na mnie prawie jakby nie rozumiała z tego co właśnie powiedziałam. - Wiesz za kilkanaście minut zacznie padać i to mocniej niż rano - spojrzałam na nią.

<Chocolaté?> (\^_^/)

Od Flower CD Kuro

Weszliśmy do napotkanej na naszej drodze jaskinia. Po zamienieniu kilku słów poszłam na sam koniec jaskini i tam wygodnie się ułożyłam na swoim "legowisku". Zawsze było to lepsze wyjście niżeli spać na dworze. Jeszcze coś by się stało ponownie Kuro. Po raz pierwszy od ostatnich dni mogłam spokojnie zasnąć. Oczy zamknęły mi się bardzo szybko. Realny świat zmienił się na świat snu w którym wszystko było możliwe. Przyśniło mi się moje dawne życie. Byłam przez pewien czas w schronisku, ale moje szczenięce oczy ujrzały osobę która mną się zaopiekowała. Odkąd byłam szczeniakiem zawsze się uśmiechałam, pocieszałam mojego pana... to wszystko przyśniło mi się dzisiejszej nocy. Ze snu wybudził mnie cichy szept znajomej mi osoby.
- Flower... śpisz - otworzyłam lekko swoje oczy.
- Nie już nie - odparłam trochę jeszcze zaspana. - To co?! Idziemy? - spojrzałam na niego.
Wstałam i rozciągnęłam swoje wszystkie zaspane jeszcze mięśnie. Ziewnęłam ostatni raz i byłam w pełni już przebudzona.
- Po drodze zjemy jakieś leśne owoce - uśmiechnęłam się szeroko.
Kuro wyglądał na niewyspanego i zupełnie tak jakby miał koszmar czy coś. Wyglądał strasznie.
- Nieopodal słyszałam strumień wody, więc może zmienimy trochę nasze plany z szybką przekąską i lepiej udamy się na strumień i tam przemyjemy swoje pyszczki, następnie coś zjemy i możemy śmiało ruszyć w drogę. Ochlapanie się zimną wodą z rana pomoże tobie na zmęczenie. Ochłodzisz się i otrzeźwiejesz - dodałam z uśmiechem na twarzy.

<Kuro?> to co? Pochlapiemy się w strumyku? ^_^

Od Freyi CD. Lucifera

Słysząc jego odpowiedź, wywróciłam oczami. Zaczęłam się rozglądać wkoło, chociaż właściwie nie było to konieczne. Znałam sale szpitalne na wylot.
Pies powtórzył pytanie, najwyraźniej lekko zirytowany moim brakiem odpowiedzi. I tym, że nie zwróciłam na niego większej uwagi.
– Rusz tyłek, to się dowiesz – oznajmiłam, próbując wstać. Samiec nadal nade mną wisiał, z czego zapewne do końca nie zdawał sobie sprawy. Zirytowana, wykorzystując moment, w którym skupił swoją uwagę na mojej karcie leżącej raptem metr od nas, pchnęłam go do tyłu, jednocześnie podnosząc się na równe łapy.
W okolicach podłogi rozległ się gniewny warkot. Skierowałam tam swoje spojrzenie, po czym parsknęłam śmiechem.
Pies właśnie podnosił swoje zacne, leniwe cztery litery z ziemi. Najlepsze było to, że wylądował nosem prosto w mojej karcie.
– No to już wiesz, co mi jest – powiedziałam, radośnie się szczerząc. Zeskoczyłam z łóżka na podłogę. Czułam się już lepiej, ale mimo wszystko trochę zakręciło mi się w głowie.
Nagle przede mną pojawił się owy jeszcze nieznajomy mi z imienia pies. Zmierzył mnie dziwnym spojrzeniem, którego nie mogłam jakoś konkretnie zidentyfikować. Ale wiem na pewno, że nie zakwalifikowałabym go do tych z rodzaju pozytywnych.
– Hm... ups? – mruknęłam, kładąc uszy po sobie. Udało mi się przewidzieć jego ruch dosłownie ułamek sekundy przed tym, nim go wykonał i zdążyłam szybko się cofnąć, unikając mocnego pchnięcia z jego strony. Czyżby wyznawał zasadę „oko za oko”?
Gdy skoczył za mną, ledwo udało mi się wykręcić tuż przy jego boku i pobiec w stronę wyjścia. Gonił mnie. Byłam szybka, ale niedawny wypadek mimo wszystko mnie osłabił. Dlatego dosłownie po kilku sekundach, poczułam od tyłu silne pchnięcie. Upadłam na podłogę, sycząc z bólu.
– Hm... ups? – usłyszałam tuż nad swoim uchem. Wezbrała we mnie fala wściekłości.

Lucifer?

Szukaj na tym blogu